czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 10

O KURNA CZY TO ROZDZIAŁ?!?!?! NIE WIERZĘ WŁASNYM OCZOM OMG WTF LOL ŻAL <33 :3

~♥~


Rozdział 10
~Viola~
Szliśmy, a raczej biegliśmy w stronę lotniska. Chłopcy przyjęli propozycję Agnes bardzo dosłownie. Zaśmiałam się, kiedy Wojtek wpadł na moją siostrę i oboje wylądowali na ziemi, a Aga się na niego wydarła. Zaczęła mu prawić kazanie na temat, jak ma się zachowywać w miejscach publicznych i że go nienawidzi, bo pozwala sobie na zbyt wiele. Przystanęliśmy, śmiejąc się z tej dwójki. Zachowywali się jak wrogowie, a tak naprawdę to się kochali. Aga zabiłaby mnie na miejscu i upiekłaby na różnie, jakbym to na głos powiedziała... Potrząsnęłam moją głowiną i zorientowałam się, że przyjaciele już są niezły kawałek przede mną! Dogoniłam ich i przypomniałam sobie o najważniejszym.
-          Skurczybyki! Nie odebraliśmy wygranej kasy! Jak te mondzioły mają do domu wrócić?! – warknęłam. Aga stanęła jak wryta, po czym zaczęła się śmiać. Zrobiłam pytającą minę, a Wojtek jedynie zaczął się chichotać. Miałam ochotę go zabić, naprawdę. Kocham go jak brata, ale przegina. No dobra, też nie byłam fair, ale zasłużył sobie na to. Klepnęłam siostrę w tyłek i kazałam się ruszyć po nagrodę Tomeczka, który cały czas klął jak szewc. Nie wiem, co mu jest, ale to się robi podejrzane. I na pewno podchodzi pod chorobę psychiczną! Kiedyś go zamknę w takim ośrodku, ale najpierw go otworzę. Tak, to dobry pomysł.
-          Nie chce mi się kurna mać! – zawołał Mateusz, wkurzony zapewne o to, że Aga nie przewraca się na niego xd
-          No i co, kurna mać, idziemy po to, kutafonie! Nie chcę znowu podróżować w bagażniku! – powiedział Dominik. Powoli dostaję przez nich nerwicy. Tylko kłócą się i kłócą! Jeśli tak dalej pójdzie będę się musiała zamknąć razem z Tomkiem w moim psychiatryku "Słoneczko". Tak, wiem, bardzo oryginalny tytuł. Nienawidzę ich i kiedyś im coś zrobię. Uduszę, czy coś w tym stylu. Wzięłam przybitego Przemka za rękę i zaczęłam ciągnąć ku jakiejś budce. Tam kupiłam mu lody i zaczęłam pocieszać.
- Ej no! Nie możesz być smutny! Jeszcze się zobaczymy. - uśmiechnęłam się, obejmując go po przyjacielsku. - To nie koniec świata!
- Łatwo ci mówić, ty nie będziesz się starym tłumaczyć. Kurwa mać! - krzyknął.
-          Nie użalaj się nad sobą patafianie! Ja też muszę coś starej powiedzieć, bo mnie batem wytłucze jak jakiegoś salcesona! – zawołał Kamil.
-          Bardzo poetycko – rzucił Sebek, stojąc gdzieś z boku, popalając papierosa.
-          Sebuś, misiu, dasz mi petka, prawda? - spytałam, robiąc maślane oczy.
Zdecydowanie powinnam ograniczyć nałóg, ale nie poradzę nic na to, że nie umiem się od tego oderwać. W szczególności, że te downy co chwilę przy mnie kurzą! To ich wina, sprowadzają mnie na złą drogę! Zresztą, gdybym się przyjaźniła z jakimiś dziewczynami byłoby inaczej. No trudno, mam to w dupie. Seba dał mi jednego papierosa, za co dziękowałam mu nadmiernie. Odpaliłam, po czym się zaciągnęłam. Och, nie paliłam z dobrą godzinę, a przez stres czułam się tak, jakby były to tygodnie.
-          Downie! – warknął Mati do Seby i wyrwał mu papierosa z ust.
-          A to za co, gnoju?! To był mój ostatni!
-          Za to, że jej dałeś a mi nie! – zawołał. Sebastian zrobił teatralnego facepalm’a.
-          I to jest powód, żeby niszczyć moje marzenia?!
-          Tak. Tak, właśnie jest – powiedział Mateusz i wystawił koledze jęzor. Sebek udał przez sekundę, że mu przykro, ale walnął prosto z mostu :
-          Zostawiłem całą twoją marichuanę w hotelu!
-          ŻE CO KURWA?! Na to poszła cała moja kasa!!! – wykrzyczał Mateusz. Walnęłam się w głowę. Ja pierdolę, te dzieci mnie kiedyś wykończą, rozpierdolą moje uczucia, zostawią same zwłoki bez duszy, zrobią wszystko, byleby tylko mnie zamordować. Ja im dam! Wstałam z murku i podeszłam do nich. Walnęłam obu z liścia w twarz i kazałam ogarnąć dupy. Jak na zawołanie obaj zaczęli się na mnie drzeć, że jestem popierdolona i mam spadać, bo mnie za to nienawidzą i więcej nie dadzą mi petów. Prychnęłam pod nosem, podchodząc do Przemka, który był tak załamany, że kołysał się w przód i w tył, jakby miał jakąś chorobę. Westchnęłam. Nawet on nie da mi żyć w spokoju. Poklepałam go po plecach. Kilka minut później znowu zmierzaliśmy do celu naszej podróży.
*~*
~Aga~
Muszę przyznać, Violka jest mistrzynią w ogarnianiu tych patafianów. 5 sekund, a już postawieni do pionu :3 Za to ją kocham! Szliśmy przez Wolverhampton jak banda tubylców. Chłopcy darli się (po Polsku) jak kastrowane kocury. Całe szczęście, że Mati nie ubrał skarpet do sandałów. Wtedy byłoby już oficjalnie : „Aaaa to Polacy! Łapać się za portfele” xD Tomeczek ściskał w rąsi swój wygrany los. „Napadliśmy” na budkę Totolotkową. Baba pięćset razy sprawdzała, czy jego los jest prawdziwy, ale w końcu dała za wygraną i wręczyła nam czek. Potem bieg do banku, żeby go zrealizować... Już czuję jak mój tłuszczyk płacze z bólu XD Ciągle tylko latanie w te i wewte. W końcu, po wielu wysiłkach, trzymaliśmy w dłoniach całą kasiorkę. Chłopcy chcieli rzucić ją do góry, żeby obsypały nas jak deszcz, tak jak w filmach, ale Viola im to wyperswadowała. „To za duża forsa!” oburzyła się. Dla bezpieczeństwa podzieliła pieniądze między nami (tzn. pół dla mnie, pół dla niej).W końcu tym cwelom nie będziemy takiej forsy dawać, nie jesteśmy głupie.
-          To co? Na lotnisko? – westchnęła Viola. Chłopcy już zdążyli ją poprosić o : fajki, wódę, prochy, samochód, mieszkanie, gry na PC, laptopa, TV, chipsy, tesco (tak, tak; myśleli, że za 100 000 wykupią całe tesco...), czekoladę, marihuanę, piwo, fullcapa, conversy, jaccuzi, dziwki i plastikową lalę. Zastanawiam się, czy oni coś mają w tych pustych łepetynach... Szczerze w to wątpię, ale co tam ;3
-          Jeśli musimy... – prychnął Przemek, wypalając papierosa ze „swojego tajnego schowka”. Wolę nie wiedzieć, gdzie on się mieści... Seba snuł teorie, o których wolałabym nie wiedzieć. Ważne, że fajki są. One utrzymują tych gnojków przy życiu. Violcia kupiła Przemkowi, Dominikowi i Kamilowi bilety, a reszta dzieciarni jarało się automatem z przekąskami. Jakby tego w Polsce nie było... Po wielu, wielu, wielu łzach, uściskach i obietnicach upchnęliśmy chłopaków w samolocie. Sebastian w ostatniej chwili wbiegł do samolotu, żeby pożyczyć od Kamila fajkę, bo swojej nie miał XD Drzwi się już prawie zamykały, gdy przez nie wybiegał. Przytrzasnęły go wpół! Do tego zabrano schodki, którymi wchodzi się do samolotu. Sebastian wrzeszczał jak opętany. Jedyne, co pracownicy lotniska zrozumieli z jego wywodu było jakże zacne słówko : „FUCK!!!” Teraz to był mój kłopot. Z Violą była zasada : Jeśli jej chłopcy broili – ona ich broni, jeśli moi chłopcy broją – ja bronię. Musiałam podejść do kierowniczki, żeby zatrzymała cały samolot i podsunęła schodki, żeby Sebastian mógł zejść. Wytłumaczyłam jej, że jest chory psychicznie, a do tego jest sierotą, która ma tylko nas. Babka wyraźnie się wzruszyła i puściła nas wolno. Dominik, Przemo i Kamil mieli niezły ubaw, patrząc jak Seba pokazuje swoje popisy. Na szczęście, mój kolega nie zrozumiał, co mówiłam do tej jakże cudnej pani. Inaczej skończyłabym jako szynka w plasterkach.
~*~
~Viola~
-          No w końcu, 3 kłopoty z głowy! – westchnęła Aga i buchnęła się na ławkę. Wojtek usiadł po jej prawej, a Mati po lewej. Coś widzę, że konkurencja się robi xd
-          Przynajmniej zaoszczędzimy na papierosach – uśmiechnęłam się. I na hotelu, transporcie, jedzeniu i w ogóle na wszystkim innym. Ale tego nie będę dodawać ;) Poza tym Dominik sprawiał wrażenie lekko ułomnego. Te gry komputerowe wyssały mu pół mózgu, jeśli nie cały, ale co poradzić.
-          MATI BYĆ GŁODNY!!! – zawołała osoba, której imię właśnie padło. Aga wyciągnęła 10$ i pomachała chłopakowi przed oczami.
-          Tańcz, dziwko, tańcz! – zaśmiała się szyderczo, a Sebastian zaczął się tak głośno śmiać, że omal nie popuścił w gacie xd
-          Dla ciebie zawsze, kocico – uśmiechnął się i zaczął tańczyć jakby spodnie mu jaja uciskały :X
-          Weeeeeeeeźźźź idźźźź mi z oczu – zaśmiała się moja siostrzyczka i rzuciła Mateuszowi 10 dolców. Ten podziękował i nie oglądając się na innych, poszedł kupić zapiekankę xd Czego się nie robi dla 10$...
-          A teraz co robimy? – powiedziałam. Było to decydujące pytanie.
-          Ja wiem, jaaa!!! – wrzasnęła Agusia. Przewróciłam oczętami.
-          Proszę, pani w pierwszej ławce. 
-  Też jestem głodna – wyznała, robiąc minę kota ze Shreka. Mój facepalm w tej chwili był po prostu nieunikniony

NOMINACJA!

Witam państwa! Wprawdzie nie przychodzę do Was z nowym rozdziałem, ale takowy się tworzy, więc jest dobrze! :3 Dziś zajmiemy się... *le dramatyczna muzyka*
The Versatile Blogger

W imieniu swoim i Agalusa dziękuję Imaginy 1D za to wyróżnienie. Jest mi bardzo miło, że ktoś docenił naszą pracę. 

Fakty o Viper:
1. Kiedy się zaprę, potrafię nie jeść nawet 3/4 dni lub więcej (jest się czym chwalić xd)
2. Nie jestem abstynentem...
3. Planuję technikum o profilu informatycznym.
4. Mam zeszyt, w którym zapisuję swoje wszystkie przemyślenia.
5. NIENAWIDZĘ koloru różowego.
6. KOCHAM FC Barcelonę i Real Madryt.
7. Nie trawię przedmiotów ścisłych, a jestem w klasie biol-chem.

Fakty o agalus♥ :
1. Lubię grać w Minecrafta, LOL'a i CS'a (chociaż Viper się to nie podoba :3)
2. Chodziłam do szkoły muzycznej. Potrafię grać na pianinie i gitarze.
3.  Jestę Gimbusę
4. Od podstawówki piszę opowiadania i rysuję :3 (Nosiłam czasem 2 dodatkowe zeszyty na opowiadania i rysunki xd)
5. Chodzę do klasy humanistycznej, gdyż mnie wywalili z językowej :c
6. Kocham zwierzęta :3 Mam 2 psy i 3 koty :) + brata
7.  Mam chłopaka <3

Z racji tego, że nie jesteśmy na bieżąco z żadnym blogiem (niestety dziewczyny, mamy strasznie dużo rzeczy na głowie :C) powiemy tak : 
Nominujemy 7 pierwszych osób, które napiszą komentarz z swoim blogiem! :3
(Nie przyjmujemy od anglików! .♥) 

Kochamy Was <3

środa, 20 lutego 2013

Rozdział 9

Tyle nie było rozdziału!
I w końcu...
TAM TAM!
JEST! <3
Kocham Violę za pomoc :]
Teraz rozdziały będą w miarę regularnie ;3
~☻~

~Agnes~
Długo nie mogłam zasnąć. Tyle się wydarzyło... Do tego ten debil Tomek jakimś cudem wygrał 100 000 dolarów! DOLARÓW kurwa, a nie ZŁOTYCH! To jest na polskie jakieś 4 razy więcej! Za to można kupić 4 samochody albo jakąś willę z basenem! No tak, głupi mają zawsze szczęście! Jedyne dobre to to, że się z nami podzieli : ) Dobry przyjaciel nie ma co :D A jutro będziemy mieli tą kasę w rękach! Możemy za to kupić nawet mieszkanie gdzieś tutaj! I to nie byle jakie! Viola powiedziała, że rozejrzy się za mieszkaniami, ale
musimy oszczędzać. Pff a myślałam, że to niby ja taka poważna, a tu proszę... Odkrywamy jasne strony Violetty! Zerknęłam na zegarek. 5 rano. Viola spała obok mnie, a Wojtek pod oknem. Skurczybyk, zajął mi miejsce i świeci... Nagle zaświtała mi szatańska myśl... Wstałam, zabrałam wiadro z łazienki i napełniłam je zimną, nie...! LODOWATĄ wodą. Jakaś kara za kłopoty musi być ;-) A Mati dostanie podwójnie za tą akcję przy recepcji. Ma wpierdol! Pierwszy dostał Wojtek, który tak się przestraszył, że zleciał z łóżka i zaczął pływać, drąc się : „Topię się, topię!” Viola omal nie zginęła ze śmiechu xd
-  Jezu, z kim ja żyję! Buahuahahahauaha! – zaśmiała się po raz ostatni i pomogła Wojtkowi wstać.
-  Ej to nie było śmieszne!
-  Było! A teraz ruszcie tyłki po następne wiadra! Reszta nie powinna mieć tak dobrze! – puściłam do dwójki przyjaciół oczko i zaczęłam nalewać do swojego wody.
-  Ja idę do Mati’ego, Seby i Tomka, a wy do reszty, okey?
-  Tomka oszczędź, w końcu wygrał dla nas kasę! – powiedziała Viola.
-  Nie ma miłosierdzia w tym gronie!
-  Ale pliz!
-  Nie!
-  Pli... No ok., nie będę się płaszczyć. W końcu to pewnie on wymyślił tą akcję z chowaniem się w bagażniku :P Oblej go porządnie! ^^
-  Ja myślę! – odrzekłam i wymaszerowałam z pokoju. Seba, Mati i Tomek spali pokój obok. Wiem to, bo słyszałam donośne chrapanie jednego z nich. To musiał być nie kto inny tylko Sebastianek. Po cichutku otworzyłam drzwi. Tomek leżał na podłodze, cały najebany, jeszcze w ubraniach i pomrukiwał z cicha. Mati i Seba... OMG serious? W jednym łóżku?! Strzeliłam facepalm’a. I jak tu nie wierzyć, że są idealną parą, hmm? Pewnie będą się tłumaczyć : „Yyy  chcieliśmy zaoszczędzić miejsca... Ogrzewaliśmy się...” etc. Zdziwiło mnie, że Domin był z nimi w pokoju, a jedno łóżko było wolne :/ Czemu nie mogli się rozdzielić, skoro Tomuś wybrał podłogę? Ech, no nic. Trzeba wypełnić misję ]:-> Podniosłam wiadro i siarczyście oblałam śpiących. Skupiałam się na tym, żeby Mateusz dostał więcej!
-          O ŻESZ KURWAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! – rozniosło się po całym hotelu, gdy chłopaki poczuli na sobie lodowatą wodę.
-          Zwariowałaś kobito?! – wrzasnął Sebastian, otrzepując się i trzęsąc. Nagle do pokoju wbiegła Viola z dwoma wiadrami i zaczęła lać na Mateusza! Porwałam to, które mi rzuciła i zaczęłyśmy rozkoszować się mokrym Matim xD
-          Zemsta musi być, słodziaku :D – powiedziałam, patrząc jak brunet, kręci się w kółko i rzuca urywane : „KURWA, KURWA JA PIERDOLE!” Seba rozkoszował się razem z nami, mimo tego, że sam był mokry xd
-          He he he, to jest dopiero dobra zemsta :3
-          Się wie, bo nasza! – zawołałam i przybiłam z siostrą żółwika. Jazgocenie i groźby Mateusza, że nas wszystkich zgwałci i pozabija, obudziły Dominika i Tomka.
-          Kurwa, szyczylu głupi zamknij mordę... – warknął, próbując wstać Tomuś. Wyglądał jak jakiś menel z brudnymi ciuchami i rozczochranymi włosami.
-          Kacyk męczy? – uśmiechnęła się moja siostra.
-          A ciiicho bądźcie wszyscy. Idę spać – mruknął pijak. Zabrał Sebie koc i się nim zawinął. Po chwili mocno spał.
-          Tja. Chyba się nie wybierze z nami po nagrodę... – westchnął Sebek.
-          GÓWNIARZE! SZCZOCHY! GNOJE! ŚWINIE! KUTASY! SUKI!!! – tyrada Mati’ego nie miała końca.
-          Skończ już, bejbe – uśmiechnęła się Viola, klepiąc bruneta po policzku. Ten zwinął usta w podkówkę i usiadł na ziemi, udając, że wyciska wodę z włosów xd
-          Dobra. Macie 40 minut na ogarnięcie się, potem wszyscy stoją przed recepcją. Musimy wam kupić jakieś ubrania, bo w jednych ufajdanych nie będziecie chodzić! Będziemy się was wstydzić na ulicy! – warknęła Viola, zerkając na Tomka, który wyglądał jak obrzygany xd
-          Patrząc na niego... Daję wam godzinę i ani sekundy więcej! – powiedziała i wyszła. Mateusz zerknął na mnie.
-          Zapłacicie za to! Będziecie moimi seksualnymi niewolnicami! 

-          Schowaj swoje fantazje do kieszeni, młody – uśmiechnęłam się czarująco i podążyłam za siostrą. Mam nadzieję, że ogarną się w godzinę. Mission Impossibru? xd Ja z Violą bez problemu się ogarnęłyśmy. Ubrane (JA , VIOLA) i gotowe do wyruszenia na miasto czekałyśmy, aż wybije równa godzina odkąd rozmawiałyśmy z chłopakami. Viola czytała jakąś książkę, a ja się nudziłam. No tak, nie pomyślałam o tym, że będę siedziała w obskurnym hotelu z jedenastoma innymi osobami, czekając aż te się łaskawie zbiorą. Znaczy... Tylko dziesięć osób nie chciało współpracować, ale to się wytnie. Spojrzałam na moją siostrę. Książka leżała obok niej. Zdziwiło mnie to nieco. Podniosłam jedną brew ku górze, a kiedy na mnie spojrzała, wzruszyłam ramionami.

- Bardzo będziesz zła, jak ci coś powiem? - spytała aż za poważnie.
- Tylko nie mów, że zamordowałaś mojego kota i zapomniałaś mi tego przekazać. - warknęłam, choć było to głupie z mojej strony.
- No co ty, kocham koty! - podniosła ręce do góry w geście poddaństwa. Pamiętasz, jak trzy dni temu wyruszyłam czegoś poszukać zaraz po przylocie tutaj? - kiwnęłam twierdząco głową. Trudno było zapomnieć tego, jak Mati mi się przyczepił do nogi. Pff... Ciota. - Byłam wtedy w Starbicksie i natknęłam się na jedną osobę. Wprawdzie nie zamieniłam z nią słowa, ale ten... Kurde, nie wiem, jak to powiedzieć.
- Violuś, kochanie, kogo spotkałaś? - powiedziałam tak spokojnie, jak mogłam. 
- Liama. - szepnęła. 
- CO?! I TY DOPIERO TERAZ MNIE O TYM INFORMUJESZ?! POWALIŁO CIĘ?! 
Rzuciłam się na siostrę i zaczęłam okładać. Dziewczyna zaczęła piszczeć, ale skutecznie się osłaniała. Do pokoju ktoś przyszedł i mnie odciągnął od Violki.
- ZAMORDUJĘ JĄ! DAJCIE MI SIEKIERĘ! 
- Ogarnij się dziewczyno, rodzice Dominika dzwonili. On, Kamil i Przemek muszą wracać do Polski. - powiedział śmiertelnie poważnie Wojtek. 
- Co? - wyjąkałam.
-          To było mniej więcej tak :
„Telefon Dominika zadzwonił. Nie wiem, co ten typ ma w głowie, ale jego dzwonkiem był śmiech psychopaty... Zaczerwienił się i odebrał. Nie zdążył nawet rzec : „Halo?” Osoba po drugiej stronie (zapewne jego matka) wydarła się niemiłosiernie.
-          TY GNOJU! GDZIE SIĘ WŁÓCZYSZ?! OD 2 DNI NIE MA CIĘ W DOMU! MY Z OJCEM SOBIE FLAKI WYPRUWAMY, ABY TOBIE BYŁO DOBRZE, A TY SIĘ GDZIEŚ KURWA WŁÓCZYSZ! MATKI WASZYCH KOLEGÓW PRZEMKA I KAMILA TEŻ SIĘ MARTWIĄ! CO WY SOBIE MYŚLICIE?!?!?!? WRACAĆ DO DOMU DARMOZJADY!
-          Uaaa... Co za głos... – skomentował Seba.
-          Cicho bądź – warknął Kamil. Matka Dominika się rozłączyła.
-          Co my teraz zrobimy?! – wrzasnął Przemek.
-          No nic... Musimy wrócić...
-          Grzeczny Dominiczek wraca do mamusi – parsknął Mati.
-          Cicho bądź sucharze – warknął Domin, co spowodowało jeszcze większą wesołość u bruneta.
-          Uważaj, bo mama będzie musiała dać klapsa! XD
-          No już zamknij tą mordę i się nie odzywaj gnoju!
-          Oj jak ostro. Ajć, ajć! – szydził Mateusz.
-          No już japa, pedały jedne... Musimy coś postanowić, a nie tylko się wygłupiać... Przelecieliście taki szmat drogi tylko po to, aby teraz wracać?
-          Z moją matką nie ma żartów... – westchnął Kamil.
-          Z moją też...
-          I z moją... Ona mnie kurwa zje! – wrzasnął Przemek. – Powiedziałem jej, że idę do koleżanki. Co ona sobie pomyślała, jak mnie tak długo nie ma?!
-          Że leżysz w psychiatryku – dokończył jakże uprzejmie Michał.
Dzięki, wariacie -,- „
No i na tym stanęło... – powiedział Wojtek, kołysząc się w przód i w tył.
Niezła kicha... – powiedziała Viola i palnęła się w czoło.

~Maciek~

Dziewczyny zaczęły gorączkowo zastanawiać się nad tym, jak to wszystko ugryźć. Spojrzałem na nie i zacząłem się śmiać. Nigdy nie widziałem Violki takiej skupionej, a znam ją od dzieciaka. Dziewczyna spojrzała na mnie i posłała mordercze spojrzenie. Pokazałem jej kciuk w górę, wyszczerzając się maksymalnie. 
- Ty cioto! Jak możesz tak normalnie się chichrać, kiedy twoi przyjaciele muszą wracać do domów?! Powaliło ci się chyba w głowie! - podeszła do mnie i zaczęła okładać pięściami. Ugh, ma dziewczyna krzepę w łapie. - Jesteś wrednym, egoistycznym i zapatrzonym w siebie gnojkiem! 
- Ej, spokojnie. Wow, ja tylko się zaśmiałem, przecież mi wolno. 
- Daj mi lepiej fajkę, bo mam już strasznie zszargane przez was nerwy, dzieci. 
- Tylko mnie już więcej nie bij. - wyciągnąłem z kieszeni paczkę Marlboro i jej podałem. 
- Dobra, idziemy. Niech ktoś zawlecze swoją dupę po Tomka. - wyjęczała Agnes. 
Pobiegłem szybko do pokoju i zacząłem trząść ciałem przyjaciela. Ten zaczął na mnie warczeć i klnąć, że mam się wynosić. Chwyciłem go za nogę i zrzuciłem z łóżka, po czym zacząłem ciągnąć w stronę holu. Ten cały czas ciskał we mnie różnymi obelgami, starając się wyswobodzić. Hahaha, jak dobrze, że przez ostatnie pół roku chodziłem na siłkę, przydało się. Kiedy Viola nas zobaczyła, walnęła się z całej siły w czoło i mnie odgoniła. Pomogła Tomusiowi, a mi posłała mordercze spojrzenie. TO NIE FAIR! Znam ją dłużej od Tomeczka i takie coś do mnie?! Nie, nie, przegięła! Nie odzywam się do niej do końca dnia! A o fajkach może zapomnieć, sucza! Założyłem ręce na siebie, po czym wyprzedziłem wszystkich. Jednego jestem pewien, mam lepszy humor od Dominika, Kamila i Przemka. Ci to mają przewalone po całości. Nie chciałbym mieć takich starych, jak oni. Wrócą do domów i będą się musieli słono tłumaczyć. W sumie wypadałoby poinformować rodziców, że jestem w Anglii, a nie w Polsce. Hmmm... Ale to potem. Teraz muszę wymyślić zemstę na Violce. Och, pożałuje! 
- Te, stój! - krzyknął Mati i do mnie podbiegł. - Nie dąsaj się tak, jeszcze sobie poruchasz. - klepnął mnie po przyjacielsku w ramię.
- OCIPIAŁEŚ?! Przyjaciółkę mam rżnąć?! Mocno się uderzyłeś w główkę?! - zacząłem się na niego wydzierać. 
- Nie uderzyłem się. - wypiął mi język. - Chciałem być miły, ale to mi chyba nie wychodzi najlepiej. No trudno, muszę pozostać sukinsynem, nie obrażając mojej mamusi oczywiście, gdziekolwiek teraz jest. - wyminął mnie i poszedł przed hotel.
Nienawidzę tych ludzi, choć naprawdę ich uwielbiam. Fuck, co ja gadam?! Nie, lepiej już dzisiaj nie będę ani myślał, ani się odzywał. Tak, to mi wyjdzie na dobre. Szybko znalazłem się przed budynkiem. Wyciągnąłem fajkę, odpaliłem i zaciągnąłem się dymem. Ciekawe, ile osób się do mnie o to przyczepi. W sumie nie powinno ich to obchodzić. Dobra, jebać ich. 
- Daj zapalniczkę. - usłyszałem Violkę, zaśmiałem się i odszedłem. - Co?! Teraz postanowiłeś się do mnie nie odzywać?! Popieprzyło Cię! 
- Też cię kocham, skarbie! 
- Jesteś chujem, Maciek!
- Tak, cieszę się, skarbie.
~Agnes~
/po zebraniu się pod hotelem, co zabrało dłuższą chwilkę/
-          OK. Chłopaczki... Niestety nie możecie zostać... – westchnęła Viola, na co Dominik, Przemo i Kamil zaczęli teatralnie płakać.
-          Ale Violetto, byliśmy przecież tacy grzeczni :c
-          Wiecie, że to nie ode mnie zależy... – szepnęła moja siostra i przytuliła się do Przemka. Kamil zaszedł ją od tyłu i też ją przytulił.
-          Nie bój się, mała. Spotkamy się po wakacjach : )
-          Wiem :c Ale przykro mi, że wyjeżdżacie...
-          Nie bój pały, mała! – palnął Dominik. Wszyscy zmrozili go wzrokiem „Are you fucking kidding me?!” a on zaczerwienił się i zrobił poker face’a. Viola szepnęła mi na ucho : „Tego brakować mi nie będzie! xd” Uśmiechnęłam się.
-          To co? Biegniemy na lotnisko? – zapytałam. Oni niechętnie przytaknęli.

 ~♥~
Następne będą dłuższe <3

Aga skończyła z opierdalaniem się!

Tak, to fakt :3
Chciałam poczekać na ferie, żeby w końcu coś napisać xd
Bo szkoła tak mnie wykończyła, że szkoda gadać...
A i tak pierwszy tydzień ferii spędziłam na obozie językowym
i się czułam jak w szkole...
I dalej się opierdalałam, żeby odpocząć :c
Więc proszę mi wybaczyć nieobecność :*
Pewnie przez moją głupotę straciłyśmy jakieś ...
wszystkie czytelniczki ;c
Jeśli ktokolwiek to czyta...
Dzięki, że jeszcze wierzysz, że w końcu
wezmę się w graść i coś napiszę :3
Aga <3
(Dzisiaj rozdział choćbym musiała siedzieć tu do nocy :D)

sobota, 19 stycznia 2013

Notka organizacyjna.

Dość ciężko mi to pisać, gdyż bardzo przywiązałam się do tego bloga. Zostaje on zawieszony na czas nieokreślony. Agnes nie ma weny i chce rzucić tym wszystkim, a ja nie mam siły samej prowadzić tego bloga, toteż muszę to zrobić dla jego dobra. Wiem, że wiele z Was będzie na nas za to złe, lecz, niestety, robię to z przymusu. Na pewno Was poinformujemy o tym, że wracamy. Do napisania. xx

środa, 9 stycznia 2013

Coś;D

17826478264219358626528463275682 sprawdzianów zaliczonych ^^ większość i tak pała będzie :D
Ale ważne, że napisane :P
Biorę się za rozdział moje kochane <3 Wcześniej miałam zapierdol :C A Violi nie widziałam od weekendu :C
~Aga <3

czwartek, 3 stycznia 2013

:C



Przepraszam za te opóźnienia, miałam dawno zacząć pisać rozdział ale zaraz przed świetami i w czasie świąt komp mi sie cągle i ciągle psuł :C ale teraz już git, dzisiaj albo w weekend napiszę i będzie :D
Martwi mnie trochę, że w komentarzach oprócz cudownej TheNikaJB nikt nie pisze szczerych komentarzy! :< Tylko : "O hej fajny blog! Chodź na mój!" :( Z mojej strony to strasznie demotywuje :C

~Aga

wtorek, 25 grudnia 2012

Rozdział 8

~ Viola ~
Miałyśmy niewiele. Dwa tysiące funtów w kieszeni to nie tak dużo, jeśli trzeba przeżyć dwa miesiące w dziesięć osób. Jasne, byłoby łatwiej, gdyby ktoś się nie postanowił za nami pofatygować. Zatrzymałam dwie taksówki i poprosiłam, aby podwieziono ich do najtańszego hoteliku w Wolverhampton. Wsadziłam tam chłopaków i moją siostrę, a sama postanowiłam pochodzić po miasteczku i znaleźć może jakąś pracę na ten okres, żeby móc jakoś przeżyć, jeśli rodzice by nam nie uwierzyli. W końcu wszystko jest możliwe w życiu. Nawet to, że twoim bratem okazuje się być Liam Payne ze sławnego One Direction. Aga niechętnie zgodziła się jechać beze mnie, ale w końcu uległa. Przechadzałam się wolno po mieścinie, którą pierwszy raz widziałam na oczy. Nigdy nie byłam dalej od rodziców niż najwyżej dwieście kilometrów, a teraz jestem praktycznie sama w obcym kraju. Nieźle, prawda? Och, ale gdyby to było takie proste. Mam nadzieję, że nasi rodzice nam uwierzą. Inaczej jesteśmy skazane na pracę przez dwa miesiące. I to jeszcze nie wiadomo gdzie i w jakich warunkach. Po co oni w ogóle tu za nami leźli?! Owszem, nie chciałam ich zostawiać samych w Polsce, ale bez przesady. Wytrzymaliby bez nas wakacje. Oni też nie raz wyjeżdżali na dłużej, nic mi nie mówiąc. Przygotowywałam ich na to przez długi czas, a tak, czy siak, zrobili po swojemu. Ech... Czemu oni nie mogą być normalni? Weszłam do Starbucks'a. Pachniało tam naprawdę przyjemnie. Zdziwił mnie nieco tłok przy barze, ale swoje spekulacje zachowałam dla siebie. Jakimś cudem przepchnęłam się przez tłum rozwrzeszczanych nastolatek. Kilka z nich mnie popchnęło, ale byłam na tyle miła, że nie urządziłam im awantury. Nie mogę przecież robić takich rzeczy w nowym miejscu. Odetchnęłam głęboko. Nagle poczułam, że ktoś mnie taranuje. Zanim zdążyłam zareagować, leżałam na ziemi. Głośno przeklnęłam, a wszyscy spojrzeli na mnie dziwnie. Och, czyli powiedziałam to po polsku. Jedno dobre. Przynajmniej nikt nie podejrzewa, o co chodzi. Powoli próbowałam się podnieść, ale tłum dziewczyn pochylających się nade mną skutecznie mi to uniemożliwiał. Szeptały coś pomiędzy sobą, zamiast mi pomóc. Chrząknęłam znacząco. Ktoś podał mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam. Otrzepałam ubranie i spojrzałam w ciemne tęczówki. Zamarłam. O mój Boże, to Liam Payne! Chciałam krzyczeć, ale w porę sobie przypomniałam, że to mój brat. Odetchnęłam, nic nie mówiąc. Chłopak uśmiechnął się do mnie szeroko i opuścił lokal, a za nim podążyła chmara nastolatek. Ja chyba śnię. Trzymałam rękę TEGO Liama! Tego samego, którego ubóstwiam już od prawie roku! Spokojnie Viola, oddychaj. Musisz przywyknąć, że Payne jest twoim bratem. Nosz kurwa, tak się nie da! Nie mogę sobie wyobrazić tego, że za niedługo on się o tym dowie! Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Odwróciłam się w stronę baru i zamówiłam frappuccino, po czym spytałam, czy nie poszukują kogoś do pomocy. Młoda dziewczyna powiedziała mi, kiedy mogę się stawić na rozmowę z szefem. Miało to nastąpić następnego dnia, toteż zadowolona zadzwoniłam do Agnes. Niestety, moja siostrzyczka nie odbierała. Zaczęłam się martwić, bo nie wiedziałam, gdzie oni pojechali. Stanęłam przy jakiejś witrynie sklepowej, po czym wybrałam numery wszystkich chłopaków. Idioci, nie mają komórek. Zacisnęłam dłonie w pięści. Spokojnie, znajdziesz ich. A jak nie to przenocujesz w parku na ławce, jak jakiś menel. Przecież nic ci się nie stanie. Ewentualnie zgwałcą cię albo zabiją. No pięknie, gadam do siebie. Skarciłam się szybko za głupi czyn i postanowiłam popytać ludzi, gdzie jest najtańszy hotel w mieście. Postanowiłam zacząć od tego, a później iść coraz wyżej, aż w końcu zwiedzić całe Wolverhampton. Przecież to nie tak wiele, ot dzień chodzenia po CAŁYM mieście. Dobra, koniec użalania się nad sobą, trzeba zacząć działać! Spytałam kilku przechodniów, a kiedy już upewniłam się, że wiem, dokąd mam iść, zapytałam o drogę. Ludzie w UK są bardzo mili. Nie to, co w Polsce. Co chwilę fałsz i obłuda. Nienawidzę takich ludzi. Szłam wolno w stronę wskazaną mi przez miłą staruszkę. Włożyłam słuchawki do uszu i puściłam losowe piosenki z telefonu. Padło na Adama Lamberta "Tresspassing". Od razu poprawił mi się humor. Myślałam o tym, jak zareagują nasi rodzice na to, że ich córki odnalazły się po siedemnastu latach i jakimś cudem do nich trafiły. Szczerze? Na ich miejscu nie wiem, co bym zrobiła. Na pewno wypytwałabym ich o wszystko, a potem spróbowała jakoś udowodnić, że mówią prawdę.
~ Wojtek ~
Weszliśmy do jakiegoś hotelu. Był dość mały, ale wyglądał dobrze. Szkoda tylko, że Viola zareagowała tak dziwnie na nasz widok. Rozumiem, wkurzyła się, bo nas znaleźli, ale przecież to nic takiego. Przynajmniej nie musieliśmy płacić za nic. W sumie to jej zasługa. Kurwa, muszę powiedzieć tym idiotom, że trzeba jej podziękować za ratunek. Nie był to pierwszy raz, jak nam ratowała skórę, ale teraz była to sprawa życia i śmierci. Szkoda tylko, że nie pomyśleliśmy, aby zabrać kasę. Idioci! Potknąłem się o czyjeś nogi, po czym wylądowałem na ziemi, a na mnie kilka ciał. CHOLERA!! Na domiar złego moja twarz była dwa centymetry od ryjca Krzyśka. Walnąłem go z pięści i zepchnąłem.
- Co to miało być?! - krzyknął Krzysiu. - Z jakiej racji mnie walnąłeś?!
- Idioto, wolałeś mnie pocałować?! - wydarłem się, wstając i otrzepując ubranie. 
- FUUUUUUUUUUUUUUJ!! - ryknął i zaczął skakać jak oparzony. 
- Zamknijcie swoje zacne mordy, bo próbuję nam pokoje załatwić! - krzyknęła Agnes, kopiąc Matiego, który przyczepił się do jej nóg. - Puść mnie, cioto!
- Nie. Mati chcieć miłość od Aguś. - powiedział głosem pięciolatka. Nawet jak na niego było to strasznie dziwne zachowanie. - Loffciaj mnie, sweetie! 
- Odejdź. - kopnęła go w krocze i zaczęła tłumaczyć coś kobiecie przy kontuarze. 
- Jasne, teraz odejdź, a w nocy do mnie przyjdziesz i będziesz chciała ze mną spać, ale powiem ci tak samo i nie będzie seksu, oj nie! - odwrócił się do niej plecami, podniósł wysoko głowę i odszedł. 
Zacząłem się śmiać. Całe szczęście, że on gadał po polsku i nikt go nie zrozumiał. Aga coś tam krzyknęła, ale zagłuszył ją śmiech nas wszystkich. Oj, nie da się nad nami zapanować. Po krótkiej chwili ruszyliśmy do wskazanych przez nią pokoi. Fakt, że było najtaniej zmuszał nas do mieszkania po 3 osoby. Wpakowałem się do dziewczyn, kłucając się wcześniej z Tomkiem i Sebą. W końcu i tak wygrałem. Tak, jestem mistrzem. W dodatku jestem mega skromny. Ach, ideał! Tylko dlaczego jeszcze nie mam dziewczyny?! A no tak, laski nie lubią takich jak ja. Ciota, idiota, głupek, oszołom, wariat, zjeb, etc. Ładne określenia, prawda? No cóż, tak właśnie byłem określany. Ech... No trudno, jeszcze znajdę tą jedyną, muszę być dobrej myśli. Wpakowałem się do pokoju i zająłem łóżko pod oknem, choć Aga stanowczo mi tego zabraniała. No cóż, mówi się trudno. Nie ustępowałem, nawet jak mówiła, że odda mi swój telefon pod zastaw. Co to, to nie. Nie jestem aż taki przekupny. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę fajek i otworzyłem okno. Wychyliłem się nieco, a później odpaliłem papierosa, ciesząc się dymem zatruwającym moje płuca. Każdy ma jakieś nałogi, a moim jest właśnie to. Byłoby inaczej, gdybym nie zaczął tego robić w wieku czternastu lat. Ech, idioctwo. A, jebać to! I tak każdy w końcu umrze, a czy stanie się to wcześniej, czy później to nie ma znaczenia. Los płata różne figle.
- Daj jednego. - usłyszałem dobrze mi znany głos Violi.
- A podobno pani miała rzucać. - zaśmiałem się, wyciągając paczkę w jej stronę.
- Pf... No i co z tego. - szturchnęła mnie w ramię. - Posuń się, grubasie. Nie jesteś tu sam, inni też chcą zapalić.
- Otwórz sobie drugie okno, młoda.
- Hahaha, bardzo śmieszne. Jestem starsza o dwa miesiące, gnomie.
- Pomyliłaś się, szkrabie. Jestem ze stycznia, a ty nie. Od Maćka jesteś starsza o dwa miesiące.
- Ugh, za dużo was! - wkurzyła się. - No posuń się, no! Jestem twoją przyjaciółką, czy nie?
- No jesteś, jesteś...
- To suń dupencję.
- Ech, okay. - przesunąłem się, podając zapalniczkę Violi, która szybko odpaliła papierosa.
- O tak, tego mi było trzeba po chodzeniu przez tak długi czas.
- Nie mogłaś zadzwonić po taksówkę? - spytałem, patrząc w przestrzeń.
- Kurwa, teraz mi to mówisz?!
- No tak. - wypiąłem jej język. - Ale i tak mnie kochasz.
- Chciałbyś... - oboje zaczęliśmy się śmiać.
~ Viola ~
Dwa dni później
Siedziałam z Agnes w pokoju późnym wieczorem. W końcu udało nam się dowiedzieć, gdzie mieszkają Payne'owie. Planowałyśmy, że wybierzemy się do nich następnego dnia. Po raz kolejny wybuchłyśmy śmiechem, obmyślając, jak to będzie, kiedy do nich przyjdziemy z taką wiadomością. Nagle drzwi z łomotem się otworzyły, a w nich stanął najebany i przeszczęśliwy Tomek. Zaraz, co?! Przecież on zawsze stronił od alko, a teraz takie coś?! No nie wierzę! 
- DZIEWCZYNY, KURWA, WYGRAŁEM W TOTKA! - krzyknął i upadł na ziemię, śmiejąc się w niebo głosy. 
- Co ty pieprzysz? - spytałam, podchodząc do niego i zbierając go z zimnej podłogi. 
- No bo... Ten... Hahahahaha, strzeliłem i wygrałem... - chichrał się jak idiota. - PACZAJ I PODZIWIAJ!! 
Wzięłam do ręki kupon i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Wykreślił cyfry: 1,2,3,4,5,6. Walnęłam się z całej siły w twarz. Ał, bolało. Agnes natychmiast włączyła swój telefon i zaczęła sprawdzać notowania. 
- Ej... On na serio wygrał... - rzekła, po czym podała mi swój telefon i zaczęła się śmiać.
Wzięłam to ustrojstwo do ręki i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Tam naprawdę były te liczby, które strzelił Tomek. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, a ten odwzajemnił moje spojrzenie głośnym beknięciem i śmiechem. No super, brakowało mi do szczęścia najebanego w trzy dupy Tomusia. Ale zaraz, skoro on wygrał kasę, to możemy zostać całą dwunastką przez całe wakacje w Wolverhampton. Od razu na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Agnes zawołała resztę załogi i oznajmiła im wspaniałą wieść. Wszyscy zaczęliśmy szaleć i skakać. Postanowiliśmy pójść następnego dnia z najstarszym z nas, czyli Tomeczkiem po nagrodę. Nawalonemu człowiekowi nie daliby nagrody, bo to by dziwnie wyglądało. Rozmawialiśmy do czwartej nad ranem, a później wszyscy postanowiliśmy iść spać. Och, następny dzień zapowiadał się idealnie.

Od autorki: Hejka ludziska. Co tam? Tak, nareszcie moment, w którym pojawił się członek 1D. Hahaha, ale to była chwilka. Zabijecie mnie za to? Wiem, że tak. No cóż, mówi się trudno. ;3 Z okazji, że są Święta chciałabym w imieniu swoim, jak i Agnes złożyć Wam serdeczne życzenia. Zdrowych, spokojnych oraz udanych Świąt oraz szampańskiego Sylwestra. Ciao! xx
EDIT: Aga się ubiega o dopisanie się, so muszę to zrobić. To z totkiem to ona wymyśliła. XD Zadowolona? 

środa, 12 grudnia 2012

Rozdział 7

~Aga~
W połowie drogi udało mi się zasnąć. Violę zmorzył sen już po kilku godzinach. Oparła się moje ramię i zasnęła tak, jak siedziała. A słuchawki dalej w uszach. Ja zasnęłam niebawem po niej. Musiałyśmy słodko wyglądać, gdy spałyśmy! Wiem, skromna jestem :3 Była późna noc, kiedy moja nieoceniona siostra postanowiła się obudzić. A co za tym idzie – obudziła też mnie. Już sobie człowiek pospać nie może.

-Jak tam sen? – uśmiechnęła się Viola, świadoma tego, że mnie obudziła. Perfidnie świadoma.
-Nie wiem, zostałam obudzona >.< - powiedziałam ironicznie i przeciągnęłam się smacznie.
-Ciemno.
-Mhm.
-Jak myślisz, ile jeszcze zostało? – zapytała inteligentnie. Na tyle głośno, że stewardessa, która dała nam orzeszki ziemne na początku lotu, usłyszała nas.
-Za pół godziny będzie jasno, wtedy wylądujemy w Londynie – uśmiechnęła się uprzejmie i podała nam następne dwie paczki orzeszków. Viola rzuciła się na to jak Seba na dziewczyny ._.
-Em... Bardzo dziękujemy za informację – powiedziałam dzielnie, a Viola coś tam wymruczała, pałaszując. Nie wzięłyśmy jedzenia na drogę, a byłyśmy niezłymi żarłokami. Napoczęłam swoją paczkę, wrzucając garść orzeszków do ust.
-Widzisz, zaraz będziemy – uśmiechnęła się moja siostra, dodając mi otuchy. Obie bałyśmy się, co nas czeka...
-Wiem. Przyjemnie jest sobie polatać – powiedziałam lekko. Tak naprawdę to bałam się, co nas czeka. Czy znajdziemy naszych prawdziwych rodziców? Czy nas poznają? Zaakceptują? A co z naszym zaginionym braciszkiem? Viola bezbłędnie wyczuła mój nastrój.
-Nie martw się, siostrzyczko. Na pewno się ułoży – uśmiechnęła się i mnie przytuliła.
-Tak, damy radę – rzuciłam teraz naprawdę przekonana i mocniej przytuliłam się do zaginionej siostry.
-„Za 20 minut lądujemy!” – usłyszałyśmy głos pilota.
-Prawie świta – stwierdziła Violetta.
-Chodź, przejdźmy się troszkę po tym samolocie. Może mają bufet czy coś takiego... – rzuciłam. – Muszę rozprostować nogi.
-Ja też... – Viola zamyśliła się i po chwili dodała – Brakuje mi chłopców, oni zawsze mieli wódkę i coś do chrupania...
-Hah mi też : ) Chętnie zabrałabym ich ze sobą. Pewnie już tęsknią...
-Taa jasne! Tęsknią! Pewnie robią dziką balangę, bo się nas pozbyli! – Viola zdecydowanie była realistką. Zrobiłam głupią minę i palnęłam :
-Tak, to do nich podobne. Tak, tak...
-To idziesz w końcu? Kuper mi zasnął :\ - powiedziała jakże inteligentnie brunetka. Podniosłam się lekko i skierowałam się w kierunku wyjścia. Ludzie szykowali się do powolnego wyjścia, chociaż mieliśmy dobre 20 minut do lądowania. Minęłyśmy toalety i ruszyłyśmy dalej.
-Ej, słyszysz to, co ja? – spytała po pewnym czasie Viola. Znajdowałyśmy się w wąskim korytarzyku z mnóstwem drzwi. Miałam rękę na klamce bufetowego.
-Hmm?
-Jakby ktoś wiózł dzikie świnie na rzeź...
-Teraz, jak to mówisz to rzeczywiście coś słyszę. Jak jakiś busz!
-Jezu, co to jest?! Wiozą tu małpy, świnie, bydło, czy co?!
-Kurde, muszę to sprawdzić... – zdecydowałam. Te dzikie dźwięki dochodziły z bagażowni... Lecz była ona zamknięta.
-Nie wejdziesz tam. Otworzą dopiero przy lądowaniu.
-OK., potem sprawdzę. Ale przypomnij mi – ostrzegłam przyjaciółkę. Ona przytaknęła i pchnęła w końcu te cholerne drzwi do bufetu. Zasłużyłyśmy sobie na porządną porcję frytek czy czegoś tam. Byle by ciepłe było i nie żyło ; )
~MateŁusz~
-Możecie przestać drzeć japę gamonie?! – wrzasnąłem. Głowa mi pękała, bo za dużo wypiłem, a ci robili jakieś popisy cyrkowe!
-Wyluzuj, Mati! To tylko po to, żeby zabić czas – uśmiechnął się Michał, próbując stanąć na rękach. Tomek ściągnął mu spodnie O.O
-O fuj! Nie chciałem tego oglądać! – pisnął Sebastianek i udał, że rzyga.
-Oddawaj moje spodnie, pacanie! Zaraz ja ci ściągnę NIE TYLKO SPODNIE ale i skórę! – wrzasnął Michał, zakładając dżinsy i goniąc Tomka. Krzysiek zrobił mu zgrabną kosę i mistrz fullcapów spadł na ziemię.
-Litości! Litości! – zawył.
-W tych kręgach nie ma czegoś takiego jak „litość!” – powiedział Michał i zaśmiał się szyderczo. Coś w stylu : „Mwahahahaahahaahauabauahahabaabahahbaubauaha!”
-Nie mów, że będziesz go tutaj rozbierał... – wydusił z siebie Wojtek.
-A czemu nie? ;>
-To... To niehigieniczne... – wysapał Dominik, chowając się za PSP.
-Ale zemsta musi być! – tłumaczył Michałek.
-Hmm... To ja sobie tutaj poleżę... Nie, nie... Nie martwcie się o mnie, przecież nie jestem ważny... – wysapał Tomek, który dalej leżał przygwożdżony przez Michała.
-Będziesz leżał dopóki nie wymyślę zemsty!
-Ja ci kurwa dam zemstę! – warknął Tomek, szybkim ruchem zrzucając grzywkowatego na ziemię. Ten się tego nie spodziewał i rozdziawił usta ze zdziwieniem.
-Jak...
-Lata praktyki! – zawołał Tomasz i otrzepał się z niewidzialnego pyłu. Zrobił krok i glebnął.
-O ty chuju! – wrzasnął do Przemka, który zawiązał mu sznurówki, gdy nikt nie patrzył.
-To za to, że musieliśmy oglądać różowe bokserki z księżniczkami Michałka! – rzekł Przemo z obrzydzeniem.
-Zniszczyłeś mi nowiutkie kąwersy!
-A to nie są vąsy?
-Tu się nosi tylko adidasy, bijaaaaatch! – wrzasnął Sebastianek, który pozował na dresa, a wcale taki nie był.
~Viola~
 Szybko musiałyśmy wrócić na swoje miejsca, żeby nie poobijać siebie i innych przy lądowaniu. Usiadłyśmy na fotelach i zapięłyśmy pasy. Agnes złapała mnie za rękę i mocno ją ścisnęła. Zaśmiałam się cicho, ale również zacisnęłam dłoń. Jeszcze tylko chwila i będziemy w Wolverhampton. Nareszcie samolot został posadzony na ziemi przez pilota i mogliśmy się powoli zbierać do wyjścia. Zabrałyśmy się z siostrą i czym prędzej opuściłyśmy przeklętą maszynę. Aga padła na ziemie, krzycząc, że nigdy więcej nie opuści stałego lądu. Tsaaa... Do czasu naszego wyjazdu z tego miasta. Jednak najlepsze były miny anglików, będących na pasie. Moja kochana siostrunia wykrzyczała wszystko po polsku, więc oni jej nie zrozumieli. Oj głupia, głupia Aga.
 - Chodź idiotko, ludzie się na ciebie dziwnie patrząc, bo ryczysz w niezrozumiałym przez nich języku. - wzięłam ją za fraki i podniosłam do góry. Na moje nieszczęście ta niefortunnie się mi wywinęła i runęła twarzą w ziemię. Ałłł... Oczywiście, nie uszło to uwadze innych ludzi i zaczęli się z niej śmiać. Wyrzuciła z siebie wiązankę przekleństw, wyzywając mnie od najgorszych, po czym podniosła swoje chuderlawe (dop Agi : chuderlawe? Co kurwa?! XD o mn można powiedzieć wszystko, ale nie to że jestem chuderlawa XD) ciałko z podłoża. - Wybacz, to twoja wina. - zaśmiałam się.
 - No jasne, zawsze moja wina. - obdarzyła mnie morderczym spojrzeniem. - Ty, patrz, kogoś wyprowadzają z bagażnika...
 - A no, rzeczywiście. Chodź, zobaczymy, kto to jest.
 Pobiegłam szybko w tamtą stronę, nie zważając na to, co mówi moja siostra. W dość krótkim czasie znalazłam się w takiej odległości, że mogłam dojrzeć, kto tam jest. Zatrzymałam się tuż przy ochroniarzach, nie dowierzając własnym oczom. No kurwa, nie! WTF?! Co tu robią te przygłupy?!
 - You will go with us. - powiedział do nich ochroniarz, a ci widocznie niczego nie zrozumieli i nadal próbowali się im wyrywać.
 - I'm sorry. What's the matter? - spytałam jednego z nich. Ten wytłumaczył mi, że znaleźli ich w bagażniku, jak próbowali się niepostrzeżenie wymknąć na pas startowy. Westchnęłam. - I'm very sorry for their behavior. These are my friends and, unfortunately, ran out of tickets for them, and they wanted go with me and my sister. I told them that they will stay but they wouldn't listen. Really, I did not know they were here. I can pay for their punishment.
 - This time we will give a warning. - uśmiechnął się do mnie i kazał puścić tamtym moich powalonych przyjaciół.
 - KOCHAM CIĘ! - rzucił się na mnie Przemek i zaczął całować.
 - A ja was osobiście zabiję. - rzuciłam, kiedy ochroniarze się oddalili. - Co was do tego podkusiło? - spytałam cicho, choć miałam ochotę wrzeszczeć i klnąć jak szewc.
 - No ten... No bo my nie chcieliśmy, żebyście wyjeżdżały! - krzyknął Seba i ukrył się za Agą, która w ogóle się nie odzywała.
 - Ja się kiedyś zamorduję. - szepnęłam do siebie. - Dobra, już trudno. Jesteście tu, nie macie żadnych ubrań, kasy ani nic z tych rzeczy, ale damy sobie radę. Przecież to nic takiego. Jest nas tylko dwanaście osób. Spokojnie, będziemy nocować na przystankach autobusowych, opuszczonych polach namiotowych, lasach, polankach, łąkach, plażach, nad rzeczką, pod mostem albo na dachach domów. Będziemy kradli ludziom resztki ze śmietników, żeby tylko przeżyć. - powiedziałam swój monolog, a każdy patrzył na mnie jak na wariatkę. Prócz Tomka, on przywykł do takiego zachowania z mojej strony. - No to teraz powiedzcie mi szczerze, jak wy to sobie wyobrażacie?
 - YOUNG, WILD AND FREE! - krzyknął Mati i zaczął tańczyć kankana. No jasne, oni nie mogą być poważni. - Spoko, nic się przecież nie stanie. Macie tą swoją rodzinkę tutaj, więc jaki masz problem?
 - A może taki, że oni na pewno nie pomieszczą 12 osób! - krzyknęła Agnes.
 - Spokojnie. - odezwał się Wojtek.
 - Nie denerwuj mnie. - wysyczałam i poszłam w stronę wejścia na lotnisko, żeby odebrać bagaże.
 Słyszałam, jak chłopcy przekrzykiwali się między sobą, ale nie miałam zamiaru reagować. Bądź, co bądź, chciałam, żeby tu byli, ale mogli o tym pomyśleć wcześniej i jakoś się na to przygotować. Nie wyżyjemy z tego, co mamy ja i Aga, a przecież musimy coś jeść i gdzie mieszkać, jeśli by nas nie przyjęli. Niespodzianka im się nie udała. A może wyniknie z tego coś dobrego? Nie, nie sądzę. DAMN IT! Czemu muszę być tą cholerną realistką?!


Od Autorki: I okazało się, że ja dodaję rozdział, gdyż Agnes muli net i nie ma, jak wstawić. :'( Moje biedactwo. Od razu mówię, że większość rozdziału pisała ona, a ja zamieściłam tylko perspektywę Violi. Reszta to zasługa Waszej nieocenionej Agi. ;3 Proszę, nie zabijajcie nas za tak długą nieobecność... Do następnego. Bye. xxx

piątek, 7 grudnia 2012

Słóweczko...

Kto chce zabić wredną, złą, paskudną i dziwną Viper za niedodawanie rozdziału? Sądzę, że wszyscy. Okay, zróbcie to, ale należy się Wam słówko wyjaśnienia. Nie dodaję nic, ponieważ mam teraz strasznie dużo nauki. Co prawda, zbliża się koniec semestru, a ja haruję za dwóch. Przygotowuję się do drugiego etapu olimpiady przedmiotowej i nie mam na nic czasu. Wracam do domu po 15/17 i jestem wykończona. Odrabiam lekcje, uczę się, a potem wbijam na chwilę na kompa o mam dość. -.- Naprawdę, przepraszam. Aga wystuka Wam jakiś rozdział w najbliższym czasie. To tyle z mojej strony. Ave, satany. \m/ ;*

---
od Agusi :3
No jasne, odwalę za Cb robotę kochana siostrzyczko :* Może w niedzielę coś skrobnę :)
Poza tym chciałabym podziękować za 56 000 odwiedzin! WOW! :D A tak niedawno było 10 000.
Kocham Was <3 :3

wtorek, 20 listopada 2012

Rozdział 6


~Aga~
Wróciłam do domu. Musiałam tylko się przebrać, zabrać walizki i wbić do samolotu, by odlecieć ze swoją siostrą w nieznane. Co nas tam czeka? Czy znajdziemy rodzinę? Nie wiem... Nie wiem, co będzie jutro, nie wiem co będzie za tydzień, miesiąc, rok... Nie chcę zostawiać przyjaciół... Sebastian, Mati i Dominik straszne dużo dla mnie znaczą... Są jak bracia, tylko jeszcze bardziej... A koledzy Violi? Oni także stają się moimi przyjaciółmi. Są tacy wyjebiści w kosmos, że bardziej się nie może! I ich musimy zostawić dla jakiegoś ulotnego marzenia? Usiadłam na moje łóżko, w którym miałam już nie spać przez kilka miesięcy. Wtuliłam twarz w poduszkę i westchnęłam. Miałam ochotę płakać, ale duże dziewczynki nie mogą sobie na to pozwolić... Wbiłam więc do łazienki, przebrałam się i zeszłam na dół, uprzednio żegnając się z pokojem i wszystkimi rzeczami, które pozostawiam. W kuchni czekała mama z tatą. Musiałam jeszcze z nimi się pożegnać... Mimo tego, że nie są moimi biologicznymi rodzicami i tak bardzo ich kochałam. Byli ze mną od kiedy pamiętam i kocham ich bardziej niż tych, którzy porzucili mnie dawno temu...
-         Mamo... Tato... – w moich oczach pojawiły się łzy. Jakby chłopcy to zobaczyli to bym życia nie miała!
-         Nie płacz, córeczko... To przecież twoje marzenie – tato uśmiechnął się smutno.
-         Kochamy cię i będziemy strasznie tęsknić... – szepnęła mama i przytuliła mnie mocno. Kij w tusz! Będę wyglądała jak maszkara. Zaczęłam płakać jak jakieś dziecko kurde...
-         Nie płacz, kochanie! To tylko na lato! – uspokajali mi rodzice.
-         Wiem, ale i tak mi smutno – posłałam im słaby uśmiech i otarłam łzy. Mam nadzieję, że tusz nie rozmazał się aż tak bardzo.
-         Będziemy tęsknić... – szepnęła mama, biorąc mnie za rękę.
-         Ja też... – powiedziałam, przełykając łzy. Usłyszałam klakson taksówki, która miała zawieźć mnie i Violę na lotnisko. Dlaczego tak szybko?!
-         No już leć! – uśmiechnął się ojciec.
-         Kocham was – powiedziałam i dałam im po buziaku.
-         My ciebie też, kochanie! Szerokiej drogi – uśmiechnęli się rodzice, wypuszczając mnie z domu. Szofer wsadził moje walizki do bagażnika, a ja wsiadłam do samochodu. Za chwilę mieliśmy podjechać po Violę. Pomachałam do rodziców, stojących na progu i uśmiechnęłam się. Następnie drzwi się zatrzasnęły i pojechaliśmy po moją siostrę. W końcu trzeba zacząć naszą przygodę : )
~*~
Podjechaliśmy pod dom Violi. Wyszłam specjalnie po to, żeby po nią iść. Zapukałam do drzwi. Zza nich usłyszałam skomlenie siostry.
-         Co? Już? – jej głos był smutny, ale nie płakała. Otworzyła mi i uśmiechnęła się smutno.
-         Tak, już musimy iść – odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam ją lekko. Jej rodzice i bracia wychylili się z salonu.
-         To już? – spytała jej mama.
-         Tak, lot jest za 2 godziny, ale musimy być wcześniej – wyjaśniłam im.
-         Oh... Dobrze... – westchnęła mama Violi. Viola podbiegła do niej i przytuliła się do niej mocno. Jej ojciec objął je obie.
-         Będziemy za tobą tęsknić, słońce. Kochamy cię – szepnęła jej mama, gładząc ją po policzku.
-         Ja też... I też was kocham... – powiedziała smutno, jeszcze raz ich przytulając. Zwiesiłam głowę. Pożegnania są takie złe... A myśląc o tym, że rano nie pójdę rozrabiać z chłopakami robiło mi się ciężko na sercu... Będę tęsknić za tymi idiotami jak nigdy dotąd...
-         Z braćmi też się pożegnaj. Nie okazują tego, ale bardzo cię kochają! – rzekł ojciec Violi. Ciężko mu było puszczać swoją jedyną córkę w świat. Viola westchnęła i zaczęła przytulać swoich braci.
-         Zachowywać się, idioci, kiedy mnie nie będzie, zrozumiano? – powiedziała poważnie.
-         Tsaaa... Ja biorę jej kompa!
-         A ja pokój!!! – i po braciach nie było już śladu.
-         Mili są, nie? – uśmiechnęła się brunetka, czym zmusiła mnie do lekkiego uśmiechu.
-         Bardzo : ) – powiedziałam lekko.
-         Więc... Chyba idziemy? – spytała.
-         Chyba tak... – westchnęłam. Viola pocałowała rodziców na pożegnanie i wyszła razem ze mną z mieszkania. Jej rodzice jeszcze nam machali, jak wchodziłyśmy do taksówki. Ciekawe, czy spełnimy nasze marzenia, czy to tylko strata czasu?
~*~
W końcu dojechałyśmy na lotnisko. Viola rzuciła taksówkarzowi kilka monet, a ten odjechał, życząc nam miłej podróży. Uśmiechnęłyśmy się na pożegnanie i ruszyliśmy w stronę naszego lotu. Teraz zacznie się nasza wielka przygoda : ) Wbiłyśmy do samolotu i zajęłyśmy miejsca. Podekscytowane zaczęłyśmy rozmawiać o tym, co nas czeka. Ale tego nie wiedział nikt. Samolot wzbił się w przestworza, ku naszemu przeznaczeniu.

~Sebastian~
-         Nie można zjebać tej misji, panowie!!! – zawołałem. Wolałem wypełniać tą misję z Dominem i Matim, ale koledzy Violi „koniecznie” musieli wbić na party... xd
-         Ta co ty, takiej misji nie da się zjebać! – zawołał jeden z nich, chyba Wojtek. Kurde, nie potrafię ich zapamiętać! Więcej ich mama nie miała?! xd
-         Pamiętajcie, macie być cicho, bo zjebiemy na pełnej linii! – powiedział Dominik, wychylając się zza rogu, by spatrolować teren.
-         Czysto – powiedział i przemknęliśmy jakże niezauważeni do następnego kąta. Jakby 10 chłopaków mogło być niezauważonych... Kurde, jak nam się nie uda to się pójdę powiesić.
-         OK. Drzwi pilnuje jakaś paniusia. Ja się nią zajmę – uśmiechnął się nonszalancko Tomek. Jego akurat zapamiętałem bardzo dobrze. Podzielił się ostatnią wódą, to jest przyjaciel! XD Tomek wyszedł zza rogu i podszedł do paniusi.
-         Przepraszam, może mi pani pokazać, z którego toru odlatuje lot nr.5 do Londynu? – spytał przyjaźnie, próbując oczarować paniusię. Nie mogła mieć więcej niż 20, 25 lat. Platynowa solarka. Poradzimy sobie.
-         Jasne, proszę pana – uśmiechnęła się „skromnie” i podeszła do okna, objaśniając Tomkowi, gdzie stoi lot dziewczyn. Drzwi były wolne! To stado bawołów rzuciło się do nich jak huragan! Mati kopniakiem otworzył drzwi i zaczęliśmy biec jak dzikie bizony przez kolejne pasy.
-         Stać! Nie możecie tam wejść!!! – babka zaczęła wszczynać alarm. Tomek musiał jakoś stamtąd uciec niezauważony. Inaczej nasze plany pójdą się ... kopulować... XD Mam nadzieję, że chłopak  szybko nas dogoni. Zostało mało czasu! Samolot prawie odlatywał. Na nasze szczęście bagażnik był jeszcze otwarty. Okazało się, że do Londynu ktoś przemycał tygrysa i dwa konie O.o Ale to już nie nasza sprawa. Każdy z nas gdzieś się schował. Ja wybrałem wygodne miejsce za ogromnym bagażem. Mati przycupnął gdzieś obok mnie. Reszta dzieciarni zaczęła drażnić „kotka”.
-         Debile! Siadajcie, bo nas odkryją!!! – krzyknąłem najciszej jak mogłem. „Kotek” warknął, a dzieci przestraszyły się kocurka i pouciekały w różne kąty. Tomek w końcu przybiegł, cały zdyszany.
-         Uff... Ledwo ich zgubiłem... Było ciężko. Paniusia goniła mnie przez pół sali, a ochroniarzy zgubiłem gdzieś koło lotu do Tokio... – westchnął i uśmiechnął się, odgarniając włosy z czoła.
-         Jesteś boski, wiesz? – uśmiechnął się Maciek, a Tomek popatrzył na niego, jak na geja.
-         Człowieku, jestem hetero wiesz?! – zawołał, robiąc dziwną minę. Chłopcy zaczęli się przepychać, wykrzykując różne hasła o seksualności... Jakbym widział siebie i Matiego! :D Nagle usłyszałem kroki.
-         FUCK! Szybko, chować się!!! – wrzasnął Maciek i wszyscy popadali po kątach, chowając się za bagażami, w bagażach i w różnych innych zakątkach. Klapa się otworzyła i wszedł ochroniarz O.O Ja i Mateusz wstrzymaliśmy oddech, kiedy przechodził koło nas. Na szczęście nikogo nie zauważył i wyszedł, zamykając klapę i dając sygnał do odlotu.
-         YES! Udało się, biczys! – wrzasnął Michał, tańcząc Gangnam Style i drąc się w rytm piosenki.
-         Morda! Jeszcze nie odlecieliśmy! – zawołał Krzysiek i złapał Michała za nogę, w wyniku czego chłopak glebnął na ziemię, robiąc straszny huk.
-         O żesz ku*wa!!! Debile, opanować się, bo nas odkryją! – wrzasnąłem prawie na całą bagażownię. Na szczęście inny huk nas zagłuszył.
-         Czy... To silnik? – spytał Dominik głupio.
-         Tak, gamoniu!
-         LECIMY! ŁIIIIII! – zawołał Mati, wstając i skacząc jak małe dziecko. Nagle samolot poderwał się niespodziewanie i szatyn poleciał na ziemię. Siła poderwania zwaliła go z nóg.
-         Fuck – westchnął cicho. [od autorki : za fuck na angielskim dostałam minusa :< Przecież uczę się języka! :D]
-         Trzeba było rozrabiać? – przewróciłem oczami i pociągnąłem go za nogę w swoją stronę. Nie będzie przecież leżał na środku bagażowni!
-         Tak. A teraz daj się napić – powiedział i wygrzebał ze swojego plecaka czystą.
-         Nie bądź żyd... Mi też daaaaaaj – jęknąłem, patrząc jak Mati pije ją prosto z gwinta. Ten przewrócił oczami i rzucił mi butelkę.
-         Ratujesz mi życie! :D – powiedziałem i popiłem.
-         Ale potem nie zarzygaj mi butów! – ostrzegł mnie Mateusz, a ja przewróciłem oczętami.
-         Mam mocny żołądek – oznajmiłem
-         Jesteśmy w powietrzu! ŁIIIII! – Dominikowi coś odwaliło, bo zaczął biegać po bagażowni i wymachiwać rękami.
-         Stul pysk and ceep calm, frajerze – rzucił Wojtek, wyciągając czipsy. Oni zrobili chyba zapasy na całą wieczność! Domin usiadł i zapłakał gorzko xd
-         Nikt mnie nie kocha...
-         I tak zostanie – warknął Mati i pokazał mu język. Dominik odwrócił się do niego tyłkiem, wyjął konsolę i rozpoczął focha. Dopóki mu się baterie nie skończą – będziemy bezpieczni. Czeka nas kilka godzin lotu, ale dla naszych przyjaciółek – wszystko : )

~~~
Dlaczego to ja jestem ta niewdzięczna, co nie dodaje rozdziałów? : (
Ja się staram, ale nie zawsze mam wenę.
Ci, co piszą wiedzą jak to jest.
Taka blokada, że tylko siedzisz, zmuszasz się do pisania, a i tak nic ci nie wychodzi : (
Bardzo przepraszam, jak was tym jakoś urażam. :P :D
Mam nadzieję, że się rozdział się jednak spodoba <3 :D
Do Violi jeśli to przeczyta : GG mi się zjebało :( Tak samo jak wszystkie ikonki na pulpicie i facebook xd
Cyaa ;* :D